NAGALAND - ZAPOMNIANY ZAKĄTEK INDII



 
Na północno-wschodnich krańcach Indii, przy granicy z Birmą, Tybetem i Bangladeszem leży kraina nazywana Siedmioma Siostrami. Choć to siostry i wydawałoby się, że jak to w rodzinie bywa, każda z nich choć trochę powinna być podobna do drugiej, to w tym przypadku nie ma mowy o jakimkolwiek podobieństwie i jednolitości. Wręcz przeciwnie, to wybuchowa mieszanka kultur, ludzi i nieokiełznanej, dzikiej przyrody.


W skład siedmiu sióstr wchodzą takie stany jak: Assam, Nagaland, Arunachal Pradesh, Manipur, Tripura, Mizoram i Meghalaya. Te siedem stanów łączy z Indiami  bardzo wąski, 20 kilometrowy przesmyk Syliguri (to ten zamalowany przeze mnie na zielono). Pod względem kulturowym, rejon ten jest bliższy Indochinom, niż Indiom.

Nasza wyprawa do Północno-wschodnich Indii, obejmowała trzy, z siedmiu stanów. Był nim Nagaland,  Arunachal Pradesh i Assam. Ta podróż od samego początku była zupełnie inna niż nasze poprzednie indyjskie wyprawy. Biorąc pod uwagę fakt, że jest to rejon Indii niedawno udostępniony i kompletnie nieprzygotowany na turystów,  należało się liczyć z niewygodami, złymi drogami, słabą bazą hotelową i częstymi kontrolami policji. Tak tez było. Ponadto okres w jakim podróżowaliśmy, nie był temperaturowo i pogodowo zbyt fortunnie przez nas wybrany. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek i gdziekolwiek w Indiach tak marzła jak właśnie podczas tej wyprawy.
Pomimo wielu niedogodności, z jakimi mieliśmy do czynienia, wyprawę do północnego zakątka Indii uważam za jedną z  najbardziej ciekawych i poznawczych .

Indie Północno- Wschodnie to kraina plemienna, dzika, a wiec idealna dla tych , którzy poszukują w swoich podróżach czegoś więcej niż spotkań z zabytkami wpisanymi na listę UNESCO. Tutejsza ludność to mieszanka  różnych kultur, wpływów i religii. Tu żyją obok siebie Chrześcijanie i Wyznawcy Słońca i Księżyca. Mało kto wie, że największa populacja chrześcijan w Indiach nie żyje wcale na Goa, tylko w jednym z tych siedmiu stanów, w Nagalandzie. A jednocześnie, to tu jeszcze w latach 70-tych ubiegłego wieku kolekcjonowano ludzkie czaszki, a plemię Konyak do dziś nazywane jest plemieniem Łowców Głów. Także na tych terenach nadal wielu wyznawców religii animistycznych praktykuje składanie ofiar ze zwierząt.



Rejon ten cały czas pozostający na uboczu indyjskiej polityki i gospodarki jest niedoinwestowany, odizolowany i zacofany. Choć z roku na rok sytuacja się zmienia, to nadal wędrując po tej krainie można poczuć się jak prawdziwy odkrywca. Szczególnie cenne i dostarczające dużo wrażeń są spotkania z plemionami, które za chwilę przestaną istnieć. Starych ludzi, żyjących wg swoich, niezmiennych zasad jest coraz mniej, a młodzi już nie chcą kultywować zwyczajów swoich przodków.  Masowo  opuszczają rodzinne wioski. Plemienne przepaski zamieniają na dżinsy i wyruszają do miast po lepsze jutro.





Naszą podróż po zapomnianym zakątku Indii zaczęliśmy od stanu Nagaland. 


Do 2011 roku wjazd do tego stanu był bardzo utrudniony. Dopiero w 2012 otworzono część stanu dla przybyszów z zewnątrz. Zniesiono specjalne zezwolenia. Nie oznacza to jednak, że podróżowanie wygląda tak jak w innych stanach indyjskich. Trzeba często poddawać się kontrolom drogowym i dokonywać meldunków w urzędach. Przekraczanie dystryktów wiąże się także ze szczegółową kontrolą dokumentów i zezwoleń. Podejmowane środki bezpieczeństwa są uzasadnione. Otóż na terenie Nagalandu od lat 50-tych grasują bojówki maoistyczno-partyzanckie, które walczą miedzy sobą o utworzenie niepodległego wielkiego Nagalandu, skupiającego wszystkie plemiona i ludy żyjące wzdłuż wschodniej granicy Indii oraz zachodniej Birmy. To jest około 4mln ludzi. W 2015 roku udało się podpisać traktat pokojowy miedzy Indiami a separatystami i doprowadzić do powolnego wygaszania konfliktu. O skali konfliktu świadczyć może ilość zabitych ludzi: to 200 tysięcy!

W Nagalandzie jako pierwszą odwiedziliśmy pięknie położoną, 500 letnią wieś Khonomę. Nagaland zamieszkuje aż 16 tybeto-birmańskich plemion, to około 2 mln ludzi. Potomkowie węża, bo tak mówią o sobie, porozumiewają się 36 lokalnymi językami i odrębnymi dialektami. W Khonomie żyje plemię Naga Angami, wykształciło nie tylko odrębne tradycje, ale także własny język. I tak jak wszyscy Nagowie , ze względów strategicznych wieś założyli na wzgórzu. Ludzie tu znani są ze swojej waleczności i męstwa. Bardzo długo opierali się Anglikom, tocząc zaciekłe walki o niepodległość.


Obecnie Angami Nagas to spokojni ludzie gór. Zajmują się głównie uprawą roli i hodowlą zwierząt. Są znani z tarasowej uprawy ryżu. Wioska licząca około 3 tyś mieszkańców nie zawsze była taka spokojna. Kiedyś była twierdzą okrutnych Nagas. Cały Nagaland owiany był złą sławą. Mało kto tu zaglądał w obawie o swoje życie. Opinia o walecznych łowcach głów przekazywana była z pokolenia na pokolenie.


W związku z tym, że lasy Nagalandu bogate są w bambus i trzcinę, to wielu ludzi zajmuje się tutaj
wyplataniem koszy i naczyń z bambusa. Sztuka robienia koszyków wśród Nagów jest bardzo rozwinięta. Te charakterystyczne kosze, zakończone czterema nóżkami, nazywają się khophi. Mają pleciony pasek, który dopasowuje się do czoła niosącego. W koszykach transportuje się wszystko, co tylko da się unieść. Najczęściej przenosi się narzędzia na pole, warzywa, drzewo na opał. Kobiety nie tylko wyplatają kosze, zajmują się także tkactwem.

Bardzo ważnym budynkiem w wioskach Nagów jest tzw morung. I taki też znajdował si w Khnomie. Chata morung była i w pewnym sensie nadal jest dla męskiej części społeczności czymś w rodzaju domu kultury. W chacie młodzi, nieżonaci chłopcy pobierali nauki jak stać się dojrzałym mężczyzną. W rozumieniu Nagów dojrzały mężczyzna to taki, który potrafił udowodnić swoja odwagę, męstwo i dorosłość. A jak to udowadniali? Poprzez przyniesione do wioski ścięte ludzkie głowy. Im więcej, tym lepiej. Takie ścięte głowy nie musiały być głowami wroga, wystarczyło, że głowa należała np do osobnika z sąsiedniej wioski. Każda szanującą się panna nie spojrzała na chłopaka, jeśli ten nie złożył jej w ofierze ludzkiej głowy. Chatę morung można poznać po dwóch skrzyżowanych maczetach na kalenicy dachu. Dawniej chaty wykonywane były z bambusa i trzciny. W każdym morungu przechowywano trofea myśliwskie, miecze nazywane daos, włócznie, tarcze.

Progi chat przekraczali kilkuletni chłopcy, by po kilku latach nauki wyjść w pełni dojrzałymi wojownikami Naga. Poprzez pieśni i opowieści, jakich wysłuchiwali od starszyzny, uczyli się zasad moralnych, praw, tradycji i zwyczajów plemienia. Nauka kończyła się egzaminem praktycznym. A co to oznaczało, niech każdy się domyśli... Otrzymywali świadectwa w postaci tatuażu na twarzy i odpowiednich ozdób. O tatuażach i innych zwyczajach napiszę w poście poświęconym  plemieniu Konyak. Poniżej reprezentant starego pokolenia łowców głów. Z całą pewnością był pilnym uczniem!


Malunek na kamieniu - Wojownik Naga w stroju bojowym.

W każdej chacie morung najważniejszym przedmiotem był ogromny, rzeźbiony, drewniany bęben,  używany w ważnych chwilach życia ich mieszkańców. Bęben wzywał na wojnę z sąsiednimi plemionami, ostrzegał przed niebezpieczeństwami. Można go porównać do dzwonów kościelnych, które oprócz wzywania wiernych ma msze, odzywały się na ważne i specjalne okazje. Dziś Bębnów kham nie wolno używać. Wyjątek stanowi czas Festiwalu Dzioborożca. Co roku w grudniu spotykają się tam wszystkie plemiona Nagów. 
 
Takie bębny mieliśmy okazje obejrzeć w muzeum etnograficznym Nagalandu w Kisama. Zgromadzono tam morungi wszystkich 16 plemion Nagalandu. Wioska Nagów w Kisamie została tak zaprojektowana aby poczuć jej autentyczność.
 



Bębny kham- wydłubane z jednego pnia

Ciekawostką tego rejonu Indii jest fakt, że pomimo plemiennej przeszłości,70% obywateli Nagalandu deklaruje chrześcijaństwo. Wielkie wpływy na życie plemion wywarli baptyści. Jak to się stało, że najbardziej dziki rejon Indii stał się najbardziej po Stanach Zjednoczonych baptystycznym rejonem na świecie?


Pod koniec XIX w na te tereny Nagalandu przybył pierwszy amerykański misjonarz baptystów. Trwająca wtedy wojna miejscowej ludności z Anglikami nie pozwoliła im jednak od razu się tu zadomowić na dobre. Musieli opuścić dziki Nagaland, aby za trzy lata ponownie powrócić z Ewangelią. Tym razem się udało. Zostali i trwają do dnia dzisiejszego. Jedno jest pewne, że ich nauki przyczyniły się do porzucenia przez Naga pogańskich zwyczajów plemiennych. Przyjmując chrzty, słuchając kazań o miłości i pokoju, pomału zaczęli odstawiać włócznie i miecze daos.



Jadąc przez cały Nagaland, w każdej wsi, mieście czy miasteczku trudno  nie zauważyć ogromnych kościołów, górujących nad okolicą. Można odnieść wrażenie, że mają  swym monumentalnym wyglądem przypominać Nagom, że czasy dzikiego Nagalandu dawno się skończyły.




Wydawałoby się, że każda podróż do Indii przybliża Cię do zrozumienia tego kraju. Jednak jest zupełnie inaczej. Każda kolejna wizyta utwierdza Cię, że Indie to jedna wielka tajemnica, której nigdy do końca nie jesteś w stanie odkryć.



Ta podróż uzmysłowiła nam, że jeszcze mamy wiele do odkrycia. Nagaland od pierwszych chwil zaczarował nas swym pierwotnym pięknem i dzikością. A ludzie, których tam spotkaliśmy wielokrotnie wprowadzali nas w miniony świat. Niech ten dzisiejszy post będzie zachęta dla Was i dla mnie na dalsze wspólne odkrywanie tego zapomnianego zakątka Indii.
 





4 komentarze:

  1. Tak, ekspedycja w dzikie tereny, w deszczu i chłodzie, dostaliśmy nieźle w kość! 😀
    Jednocześnie pod względem poznawczym niesamowita, spotkania z ludźmi odmiennymi mentalnie od naszego postrzegania rzeczywistości, niesamowity i niezapomniany wyjazd! 😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w 100%. To po Ladakhu drugi tak interesujący i zaskakujący rejon Indii. Indie sa po prostu Incredible :)))

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy rejon. Niezwykłe dla mnie jest to, że dopiero niedawno udostępniony. Ludzie zupełnie inni, niż typowi mieszkańcy Indii. Tak jak piszesz, bliżej im do Azji płd.-wsch. Łowców głów kojarzyłam z zupełnie innymi rejonami świata, a tu taka niespodzianka. Ula-cieszę się, że piszesz o swoich podróżach, bo są niezwykle ciekawe! Pozdrawiam M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Małgosiu, ciesze sie niezmiernie, ze potrafię Cię zainteresować . Mnie Indie nigdy chyba nie przestaną dziwić i szokować . Ten kawałek Indii jest totalnie odmienny od jej pozostałej części. To jakby ich przyrodnia siostra. Dziekuje za przybycie i pozdrawiam :)))Urszula

      Usuń

Copyright © PODRÓŻE Z KORDULĄ , Blogger