MAJÓWKA w RUMUNII

Dziś dla odmiany na małą chwilkę zmienimy kontynent. Wybierzemy się do mojej ulubionej Rumunii.
                
Majówki w Rumunii od kilku lat stały się naszą "świecką tradycją". Tak miało być i tego roku. Zamiast Rumunii przyszło nam gościć przybysza z Wuhan. Każdy niestety był zmuszony zweryfikować swoje plany i marzenia. Rumunia jest cudowna wiosną. Gdy u nas zieleń dopiero raczkuje, tam jest w pełnym rozkwicie.

W ostatnich latach Rumunia zyskała wielu zwolenników, a to za sprawą pięknej,  jeszcze dzikiej przyrody, wielu zabytków, dobrego jedzenia, miłych ludzi. Zadowoli najbardziej wybrednego turystę. Jest stosunkowo niedaleko i jest wymarzonym miejscem na majówkę.

Od kilku lat zwiedzamy Rumunię poza utartymi szlakami w grupie znajomych, miłośników off roadu. Obecnie coraz trudniej znaleźć w Europie kraj, który by pozwolił uprawiać tego rodzaju turystykę.

Zapraszam na krótką majówkową relację z 2018 roku. Pogoda tamtego roku wyjątkowo nam sprzyjała. Było bardzo ciepło, przyroda wręcz eksplodowała zielenią i wszelakim kwieciem.


Rumunia z krajów, które je otaczają, wyróżnia się niezwykłą przyrodą, dziką, nieskażoną. A co najważniejsze to dobrodziejstwo jest na wyciągnięcie ręki. Tam można poczuć się wolnym jak ptak. Możliwość poruszania się po drogach off roadowych jest właściwie nieograniczona. Bezdroża rumuńskie są otwarte dla każdego. Nie trzeba się martwić, że za chwilę ktoś podjedzie i powie, że to teren prywatny i nie wolno tutaj jechać.
Wiosna w Rumunii jest chyba najpiękniejszą pora roku. Od soczystej zieleni mogą roboleć oczy.

Swojskość z jaką mamy tu do czynienia na każdym kroku, jest dla nas wielką atrakcją. Przypomina nam jak kiedyś  i u nas bywało. Myślę, że za takimi klimatami bardzo wszyscy tęsknimy. W naszym szybkim życiu, pełnym zgiełku i betonowej rzeczywistości brakuje nam czasu na obcowanie z naturą. I stąd ta tęsknota i pogoń za spokojem, ciszą, sielskością. W takich okolicznościach przyrody można naładować nasze akumulatory do pełna.

Jadąc tak po bezdrożach jest wiele okazji aby nacieszyć nasze oczy wszechobecną  zielenią pól i łąk. Łagodne zbocza górskie powleczone szczelnie lasami tworzą harmonijny obraz czasem tylko zakłócony porozrzucanymi gnieniegdzie domostwami. Takie pokryte czerwoną dachówką wyglądają szczególnie pięknie.


My w  górach Rumunii, oprócz dzikiej przyrody szukamy miejsc, które pozwalają nam zajrzeć do ich wnętrza. Uprawianie speleoturystyki, czyli szwendanie się po terenach krasowych jest jednym z celów naszych wyjazdów. 

A oto jedna z jaskiń, a dokładnie wejście do Topolnicy.  Szkoda, że nie mogłam zrobić zdjęć w środku. Jest to piękna wodna jaskinia. Pokonuje się ją wpław. Wyjście z niej jest po drugiej stronie góry.

30 km od Alba Julii, znajduje się  urokliwy Wąwóz Cetii. A w nim Baile Romane, czyli łaźnie rzymskie. Łaźnie niekoniecznie  są dla każdego. W ich lodowatej wodzie można uprawiać  lodowaty canyoning. 


Rumunia ma tak wiele zabytków, że nie trzeba wcale wędrować utartymi szlakami, żeby się na nie natknąć. Ta Biserica Fortificata poniżej stała sobie w maleńkiej wsi. Jest mocno wiekowa  pochodzi z XIVw.
Kościoły warowne są unikatem na skalę światową. W całym Siedmiogrodzie spotkamy się z nimi dość często. Ich początki sięgają XIII w. Budowane były przez ściągnietą do Siedmiogrodu ludność niemiecką. Sasowie otrzymali od króla autonomie. Bardzo przyczynili się do rozwoju tych ziem. W zamian za nadane im praw i ziemi, zobowiązali się bronić tych terenów przed Turkami. Budowali warowne kościoły otoczone murami, które stanowiły twierdze nie do zdobycia. Podczas inwazji otomańskich miejscowa ludność  mogła czuć się bezpiecznie za ich murami.

Większość kościołów umiejscowiona jest w bajkowej scenerii, pośród zielonych pól i sennych wiosek. Miejscowi jakby na nas czekali. Uśmiechnięci, gotowi do rozmów. Do XIX w prawie wszyscy mieszkańcy wsi w tym rejonie Rumunii byli niemieckojęzyczni. Po tym okresie większość rumuńskich Niemców wróciła do ojczystego kraju. A ci co pozostali opiekują się kościołami, cmentarzami na których leżą ich przodkowie.

A tu już kolejny warowny saksoński kościół, położony w urokliwym, maleńkim miasteczku Seica Mica.
W Siedmiogrodzie przetrwało do naszych czasów 40 kościołów. Ich stan jest różny. Niektóre są tak cenne, że zostały wpisano na Światową Listę Unesco. Najbardziej malownicze warowne kościóły znajdują się we wsiach Viscri i Biertan. Wiochy i kościóły są tak piekne, że nie wypada nie  poświecić im osobnego wpisu. 
A teraz wróćmy jeszcze na chwilę do Micy.
Saskie wsie i domy są charakterystyczne. Układ domów jest zwarty, Wysokie bramy strzegą każdego domostwa. Domy często pomalowane sa w jaskrawe kolory. Dachy pokryte dachówką w jednakowym  czerwonym kolorze. Z góry wygląda to kapitalnie. 

Bywa, ze obok starannie odrestaurowanych kościołów, domostwa wyglądają tak jak powyżej. Musicie przyznać, że ma to swój urok.
Pomiędzy Sibiu a Medias warto zajrzeć do Slimic. Nad miasteczkiem góruje potężna cytadela Burgbasch . Niewiele się ostało do dnia dzisiejszego.  Już sama wysokośc murów i resztek baszty świadczą o jej imponujących rozmiarach.  Zbudowano ją w XIV, kiedy ziemie te nękali Turcy. 

Widoki z baszt zamków obronnych są zawsze spektakularne. Cała bliższa i dalsza okolica jest jak na dłoni. 

Niewiele jest w Europie tak urokliwych krain jak Siedmiogród. Otoczony z każdej strony górami, przyciaga coraz to wiecej turystów. Żeby zobaczyć całe piękno tego rejonu Rumunii, najlepiej zboczyć z głównych szlaków. A wtedy zetkniemy się z autentycznym życiem zwykłych ludzi, poczujemy powiew górskiego powietrza i będziemy do woli delektować się widokami zapierajacymi dech w piersiach. 

 
Podróżowanie w takiej formie dostarcza niezapomnianych wrażeń. Bliskie obcowanie z przyrodą jest panaceum na wszystkie bolączki współczesnego świata. Ta zbawienna witamina N działa kojąco na nas i nasze samopoczucie. 


W tym poście pokazałam zaledwie maleńki fragmencik Rumunii. Ciekawych miejsc w tym kraju jest bez liku. Kto był, potwierdzi. Gdybym miała ją uszeregować na liście najciekawszych krajów europejskich, z pewnością znalazła by się na jej szczycie. 

Cała nasza ekipa off roadowa

13 komentarzy:

  1. Swojsko, sielsko, naturalnie, urokliwie, klimatycznie ... aż chciałoby się znaleźć w pokazanym przez Ciebie rumuńskim świecie.
    Domostwa idealnie współgrają z otoczeniem, tylko pozazdrościć.
    Ekipa off roadowa spora, więc musieliście budzić zainteresowanie miejscowych ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Renato. Ja już tak strasznie tęsknię za wyjazdami, a za takim właśnie chyba najbardziej, że jeśli nie pojadę nigdzie to oszakleje chyba. Rumunia właśnie taką jest. Jej autentyczność jest niespotykana . Nasza grupa offroadowy jest nie zawsze taka duża. Czasem bywa dużo mniejsza. Ale są to zawsze Ci sami, sprawdzeni znajomi. Dziękuję za przybycie. Pozdrawiam Urszula

    OdpowiedzUsuń
  3. Bajka. Mogłabym tam nawet na jakiś czas zamieszkać. Maciek mi bardzo zaimponował. Niezwykła forma zwiedzania, zazdroszczę. Muszę kiedyś zobaczyć Rumunię, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. I ja tez Gabi. Musisz koniecznie zawitać do Rumunii. To tak niedaleko. Przekażę Maćkowi. Stara pasja siedzi w nim głęboko. Dzięki. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Eeeee tam, tak se ino ten tego, spotkanie z liną, skałą i wodą, zawsze w doborowym towarzystwie! 😀

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne sielskie widoki. Czas się tam zatrzymał. Ekipa ogromna, jestem ciekawa jak się podróżuje na 10 samochodów. Jedziecie wszyscy razem ? Czy może spotykacie się wieczorem w miejscu docelowym ? Z pewnością szutrowymi drogami jest ciekawiej. Ogląda się to, co zazwyczaj jest pomijane. Podziwiam Maćka i jego pasję. Osobiście nie lubię jaskiń i do nich raczej nie wchodzę ;) podobnie P. Ula od wielu lat obserwuje na fb rumuńskiego fotografa Sorina Onsiora. Może Cię zainteresuje. Pokazuje taką Rumunie poza szlakiem i zwykłych ludzi. Zdjęcia robi zjawiskowe jak dla mnie. Ma jednak te przewagę nad przybyszami, że jest tam na miejscu. Polecam. Co do braku wyjazdu to ja tez już tak odczuwam i męczę się okrutnie :( Pozdrawiam M

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj Małgosiu. Mamy grupę z którą jesteśmy zżyci. Nie zawsze jest tak liczna. Wtedy rzeczywiście było duża ekipa. Na offroadzie lepiej jak jest kilka samochodów. Jeździ się poza drogami, czasem bywa różnie. Potrzebna jest pomoc i wtedy można liczyć na drugi samochód. Jeździ się bardzo dobrze. Jest jeden warunek, każdy musi się poddać szeryfowi. A mamy kierownika. Mamy wyryczony szlak i plan. Raczej się trzymamy tego. Maciek od dawna związany jest z polską spwleologia. Teraz to ju wiek prawie emerytalny. 😁😁Ale kiedyś chodził wyczynowo. Pasja. Zajrzałam pod wskazany profil tego rumunskiwgo fotografa. Piękne foty. Będę tam zaglądać. My jak bam nic nie pokrzyżuje planów, to w sierpniu ruszamy na Bałkany. Zobaczymy. Teraz planowanie jest niepewne.
    Pozdrawiam
    Urszula

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam zamiar wybrać się w to miejsce kamperem :) ale zobaczymy kiedy czas pozwoli

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © PODRÓŻE Z KORDULĄ , Blogger